CALM HATCHERY - Sacrilege of Humanity CD

  • CALM HATCHERY - Sacrilege of Humanity CD
30,00 zł
/ szt.
CALM HATCHERY to deathmetalowy kwintet z północnej Polski, w składzie którego grają byli i obecni muzycy znani między innymi z DEAD INFECTION czy TEHACE.
"Sacrilege Of Humanity" to techniczny, brutalny death metal inspirowany dokonaniami m.in. NILE, MORBID ANGEL, DECAPITATED czy IMMOLATION. Za perfekcyjne brzmienie 'dwójki' CALM HATCHERY odpowiada białostockie studio Hertz, gdzie pod okiem braci Wiesławskich nagrano ten materiał.
 
Pozycja obowiązkowa dla fanów brutalnego i technicznego death metalu.
 

BraveWords.com 7.5/10
Violence Magazine 4.5/5
MusikReviews.de 13/15
Helldriver Magazine.de 6/7
MyRevelations.de 10/15
TheConcordian 8/10
Zwaremetalen 80/100
TheMetalRegister 4/5
MetalWave.it 75/100
Immortal Spirit Of Metal 9.5/10
Infernal Masquerade 88/100
Heavy Blog Is Heavy 4/5
Chaos Vault 8/10
Lords of Metal 75/100
HeavySound.fr 7.5/10
PowerMetal.de 8.5/10
Imperiumi.net 8/10
Metal-Norge.com 7/10
Blistering.com 7/10
Hall Of Metal 8.8/10

 

RockMetal.pl (9/10):
Czasami mam jednak wrażenie, że Rogata Bozia ma mnie w swojej kosmatej, czułej opiece. Miast opisywanego za parę sekund krążka, w mojej skrzyneczce pocztowej miał wylądować ostatni materiał Encofination. Coś się "stety" komuś w Salfemadegod podupczyło, bo ostatecznie w skromne progi megakrukowego "Ammanu" zawitał nowy krążek Calm Hatchery - "Sacrilege Of Humanity". I wiecie co? Wcale tego nie żałuję. Co więcej, po odsłuchaniu tej płyty mogę nawet possać lufę karabinu, który widnieje w logo Selfmadegod lub zaprosić gościa winnego tej pomyłki do wesołego miasteczka. Już dawno straciłem nadzieję, że na polskiej scenie deathmetalowej pojawi się ktoś lub coś, mający(ego) szansę zagrozić niewzruszonej od lat pozycji Vader czy Behemtoh. Fakt, było i zeszłoroczne wyśmienite Lost Soul czy wciąż megasatanistyczne Azarath, gdzieś tam chciał wyjść przed szereg Masachist, ale wciąż brakowało czegoś unikatowego, stojącego przynajmniej jedną nogą poza tym podziemnym mainstreamem - no dobra, innymi słowy - czegoś na kształt amerykańskiego Immolation w polskim wydaniu. Odpalam Calm Hatchery - pstryk - chcesz? Masz!
Oczywista sprawa wstępem powyższym wykazałem swoją niewiedzę i ignorancję, za którą wypadałoby nasikać sobie do buzi, bo Calm to ekipa datująca początki swojej działalności na 2002 r., a przez skład od tamtych czasów przewijali się całkiem znani kolesie z takich armat, jak Tehace, Dead Infection czy Abused Majesty. Co za tym idzie, "Sacrilege Of Humanity" to przede wszystkim popis sprawności i fantazji muzycznej, tym razem ujętej w poszczerbione nawiasy ambitnego, acz bez dwóch zdań brutalnego "as fuck" śmierć metalu. Okładka płyty i "Sandersowi-podobne" intro nie zapowiadają nawet w procencie zaskoczenia, jakie płynie wraz z dźwiękami otwierającego krążek "Sea Of Truth" - pełnego rozwiązań zaczerpniętych żywcem z takich klasyków, jak Nile, Morbid Angel, Suffocation czy Immolation. Pomijam kwestię niesamowitej, precyzyjnej pracy gitar, tutaj od razu wyczuć zwrot na ścieżkę wydreptywaną skrupulatnie latami przez niejakiego Roba Vignę - wiadomo skąd. Majestatyczne riffy, zmiany tempa, zagrywki "w tę i z powrotem", no i wżynające się w dupę, niczym guma w chińskiej bieliźnie, solówki. Koparka w dół moi drodzy. Jak wynika z analizy tekstów, Calm Hatchery lubują w całkiem realnej tematyce wojennej. Nie wiem, czy chłopcy są za, czy przeciw, ale doskonale prezentują wczuwkę w podobne klimaty. Czego spodziewać się po piosence zatytułowanej "Messerschmitt"? Jakby to był Marduk, to oczywista sprawa - blast i jednostajny morderczy beat po prostu zabiłby bez nawilżania. Ale nie Calm Hatchery, co to, to nie. Motoryczny riff, rozpęd na pasie startowym, beczki gitarowe, szybowanie i w końcu pikowanie na pełnej lucie z towarzyszącym akompaniamentem perkusyjnych działek pokładowych - deathmetalowa bajka i niszcząca metodyka działania. Żaden malkontent braku mózgu w klejeniu muzy więc nie zarzuci. Zwolenników konkretów zadowolą z pewnością blitzkriegi (w końcu to krążek o wojnie) w typie "Lost In The Sands", z morderczym wejściem central i środkowym samopowtarzalnym motywem w stylu zagrywek pewnego sławnego Karla, czy "Those Who Were" smażonym na podwójnym wokalu i schuldinerowskiej wręcz solówce. Kto zaś ścigać się nie lubi, względnie łapie zadyszkę już po kilku minutach takiej rozgrzewki, zasmakuje w "Hymn Of The Forgotten", leniwie rozkręcającym się w klimacie "Freezing Moon" Mayhem, by ostatecznie zmiażdżyć przyduszonym ciężarem wolniejszych patentów firmy Morbid Angel.
A więc masa odwołań do najlepszych, którzy latami budowali potęgę deathu, ale to nie wszystko, na czym można oprzeć bardzo wysoką ocenę "Sacrilege Of Humanity". Zajrzyjmy na moment na którykolwiek portal z filmikami: Basia lat 12 siedząc z gitarą, której nawet nie może podnieść, chałupniczo odgrywa solówki Trey'a Azgthotha, dziadek lat 75, kiedy już pogra sobie w szachy i skończy wizytę u ortodonty, dla zabicia czasu popyla bez mrugnięcia okiem riffy Kerry'ego Kinga, a jakiś fan w koszulce Justina Biebera udowadnia, że Derek Roddy jest wolny. Do czego zmierzam? Utalentowanych jednostek nie brak, zagrać można wszystko, odwzorować każdego, sklonować na milion sposobów lub po prostu zasięgnąć porady PDFowej wersji instrukcji "pro tools". Calm Hatchery wydają się zdawać sobie sprawę z takiego obrotu rzeczy. Umyślnie czerpią garściami z dokonań najlepszych klasyków, ale robią to w bardzo umiejętny sposób. Wszystko tutaj zgadza się jak złoto, tematy muzyczne wręcz wypływają z siebie, wzajemnie się dopełniając. Cegła - zaprawa - cegła - zaprawa i tak do samego zwieńczenia tej świątyni deathu. To, jak ze składem orkiestry - niby ustalony i praktycznie zawsze ten sam, więc środki wyrazu podobne, ale dopiero pod odpowiednią batutą i z odpowiednim kompozytorem mają szansę stać się czymś więcej niż tylko chwilą przyjemności (w przypadku Calm Hatchery chwilą brutalności).
U nas to bezsprzecznie deathmetalowa płyta roku i to bez względu na nieobecność tych największych na "V" czy "B". Za granicą, śmiem twierdzić, że trzyma za pięty "Majesty And Decay" Immolation. Trzymam kciuki, by materiał odbił się szerszym echem, bo zaiste jest tego wart. Z drugiej strony, obserwując średni odzew na takie perełki minionych dwóch lat, jak "Immerse In Infinity" Lost Soul czy "Back To The Front" Never - świadom jestem, że może to być kolejny zajebisty materiał, który utonie w nawałnicy pudełkowych dyskusji w temacie "co słychać u sławniejszych kolegów po fachu".

Global Domination:
All in all, this is a well crafted album. Technical, brutal and at times darkly melodic, this album is sure to find this band quite a few fans amongst traditional old school death metal fans as well as those into more alternative sounding death metal such as Nile. Highly recommended.

BraveWords.com:
Very quality death metal from a band with a huge future ahead of them.

Teeth Of The Divine:
Good Polish death metal (seems redundant, doesn’t it?) on a good Polish metal label. I needed this, as from what I can recall it’s been a while since I’ve had a filling meal from one of Poland’s head chefs. Calm Hatchery’s Sacrilege of Humanity is modern, chunky, and memorable. Chew your food for Christ’s sake!
Played with precision and chops, the tunes here hit like a police battering room through a crack house door. Familiarly Polish in its death metal approach and reminding in some ways of Decapitated, there is also a strong USDM presence, including a vocal approach from Szczepan that recalls Ross Dolan’s (Immolation) later years’ work, albeit crossed with typical Polish guttural oomph, and delivered with some intelligibility. You can even hear shades of Nile at various points, as is the case during the galloping pestilence of “Lost in the Sands” Technical, yes, whether the bursts of arpeggio sweeping or the tightly angular transitions and cadences, but Sacrilege of Humanity never loses the forest for the trees; not by a long shot. Songs like “Messerschmitt” (the alternating vocals on the chorus are perfect) and the downright infectious “We are the Universe,” which grabs my attention each and every time, are built for memory retention. Calm Hatchery has taken care to make the accent and changeups as impacting as possible too, as demonstrated by the use of gang shouts on “Them.” Sometimes it’s the little things that make all the difference.
I recall a time some years back when it seemed like every other death metal album that came out of Poland reached the gold standard. That’s not to imply that Poland isn’t still a hotbed of death; only that Sacrilege of Humanity brought back those memories with a vengeance. Solid through and through, Calm Hatchery has made a death metal fan’s death metal album. Are you with me out there? -- Scott Alisoglu

Heavy Blog Is Heavy:
These guys know how to play and they execute it well for the most part. Combine it with the arrangement of the music that gives the album a thematic direction and some sexy production that puts some life into the record and avoids annoyingly loud drums (cough Neaera) and you have Sacrilege of Humanity. It’s not going to be the album of 2010, but it’s certainly an album everyone should check out.
Welcome to the repeat button on iTunes, Calm Hatchery. You earned it.

Pop Up Music:
Mnogość deathmetalowych formacji w naszym kraju przyprawia o zawrót głowy. Często ilość nie przechodzi niestety w jakość. W gąszczu wydawnictw drugi album Calm Hatchery wybija się jednak nadzwyczaj wysoko. Pod banderą Selfmadegod grupa rozwinęła skrzydła i nabrała pewności siebie. Przy wydatnej pomocy braci Wiesławskich z białostockiego Hertza, udało się stworzyć klasowy materiał. Nie muszę chyba pisać, że produkcje z tego studia brzmią co najmniej poprawnie. Najważniejsze jest to, iż kwintet wie jak aranżować i urozmaicać deathmetalową materię. Poskramianie melodyjnych solówek wyszło tu przednio. Wokal, skrojony wedle najlepszych wzorców, też potrafi przyciągnąć uwagę, od czasu do czasu, nawet lekkim urozmaiceniem. Można zarzucić, iż dużo w dokonaniach Calm Hatchery wpływów tych największych w gatunku. Można sypnąć szczyptę majestatu Morbid Angel albo Nile, złożoność Immolation czy gitarowy szlif Death, ale to co wyróżnia „Sacrilege Of Humanity” z morza innych wydawnictw znajduje się ponad tym wszystkim. To ta iskra, która żarzy się w każdym utworze. Słychać zaangażowanie, szczere intencje i wyczuwalną frajdę w kompozytorskim fachu. I jeśli za tym dobrym albumem pójdą koncerty, to śmiem twierdzić, że wkrótce o Calm Hatchery będzie znacznie głośniej.

Violence Magazine:
Z jednej strony muzyka Calm Hatchery może podobać się maniakom staroci, bo słychać w niej wyraźnie spuściznę metalowego świata, jest grobowy riff, gnijący anioł, nieświęty kult i kanibale. Jak w zwierciadle odbijają się tu patenty, które dla każdego fana metalu śmierci są katechizmem w codziennym znoju. A nowości? Być może będzie to bardzo przestrzenna, potężna i zmasowana produkcja (Hertz…), która kojarzy się z sposobem realizacji mr. Erika Rutana, może wyraźniejszy nacisk na aranżacyjne niuanse kompozycji. Czyli same plusy. Techniczne grupa prezentuje poziom pierwszoligowy.

Infernal Masquerade:
Today we find making its way up our ridiculously long review queue Calm Hatchery’s second full-length album “Sacrilege of Humanity”. While we expected a very typical and maybe even good Death Metal album, we found more that we bargained for and we completely loved this both crushing and melodic release from these Polish metalheads.
“Sacrilege of Humanity” starts of very ‘traditionally’ with the typical catchy riffs, chugging melodies, massive drumming and growls. It’s not until the middle of the song “We are the Universe” where you start noticing an unusual amount of ‘melody’ in this song. In “Mirror Giants” the band exploits some more melodic and technical sounds half-way through the song making this piece one of the most interesting of the release, and leaving us with an even more puzzled look on our faces that comes back again with the song “Them”.
After thinking we were listening to the wrong band or that our play list was on random, we started to enjoy Calm Hatchery’s ‘bipolar’ approach to Death Metal. On one side you have the very straight forward traditional approach, and on the other side you have moments of technical brilliance and high melodic content, making the band’s songs very diverse and effective.
Fans of traditional DM need not to worry, since Clam Hatchery has done their homework and plays the genre flawlessly (i.e. “Shine for the Chosen One”), but it’s when they shake things up that appeal the most to the listener. Adorning chugging riffing with fast paced solos and super elaborate drumming is how this band will surely get attention from people. While we all know that Death Metal can get a bit boring after a while, on “Sacrilege of Humanity” this never happens and the album keeps getting better and better as it comes closer to the end.
With superb guitar work, very brutal (and elaborate) drumming, and perfect growls, Calm Hatchery will surely please and impress most Death Metal fans these days. Being the band’s second full-length album, we can’t wait until they mature more musically and release even better albums, but until then we can enjoy “Sacrilege of Humanity”.

Nieznasztego:
„Sacrilege Of Humanity” zamyka pysk wszelkim marudom. Calm Hatchery to już w pełni ukształtowany zespół, który wie czego chce i wie jak to osiągnąć. Każdy utwór na tym krążku napierdala z siłą dział 88mm! Numery utrzymane są w średnich i szybkich tempach, z kilkoma fragmentami nieco wolniejszymi.

TheConcordian:
The first thing that's obvious about Poland's Calm Hatchery is that they're heavily influenced by New York death metallers Immolation and by the hybrid genre of death/grind. The jackhammer drums and snaking leads recall Immo's most memorable moments, but Calm Hatchery's material is of such high quality that they rival their forebears.
The tempo never drops, and while such a lack of variety would normally be points against, the effect here is that the album never loses its focus. Clocking in at 40 minutes, the album is by no means short, but Sacrilege of Humanity seems to speed past, sowing destruction in its wake. There are no weak tracks, and there are no weak links within the band. Death metal isn't a genre with much crossover appeal, and Sacrilege of Humanity is no exception, but if you've already been converted and can accept that the genre has evolved since 1995 then this record comes highly recommended.

Zapytaj o produkt

Jeżeli powyższy opis jest dla Ciebie niewystarczający, prześlij nam swoje pytanie odnośnie tego produktu. Postaramy się odpowiedzieć tak szybko jak tylko będzie to możliwe.

Dane są przetwarzane zgodnie z polityką prywatności. Przesyłając je, akceptujesz jej postanowienia.

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixelpixelpixelpixel